Od czegoś trzeba na reszcie w tym rzymie (lub Rzymie) zaczac
niedziela, 18 września 2016
Dobrywieczór Państwu!
Za nami pierwsza niedziela nowego roku szkolnego! I pierwsze przedjesienne ulewy! Tybr jeszcze nie wylewa, dzisiaj zaczynamy oddychac chłodniejszym powietrzem, Może by tak dzisiaj pospacerować na najsławniejszym niedzielnym targowisku Rzymu, Porta Portese? Nie byłam już tam od roku. Boję się trochę tłoku i gorączce zkupów na czas szkoły. - Nie masz szans, odradzają znajomi. - Dzisiaj ma lać przez cały dzień od samego rana. - A niech leje, odpowiadam, będzie mniej ludzi, spokojniej się będzie szło, a jeżeli zechcę nabyć jakiś drobiazg, to i łatwiej będzie o upust.
Nie polało, utrzymała się idealna pogoda do spaceru, zachmurzenie z większymi i cieplutkimi przejaśnieniami. Dopiero w południe wylegają na ulice Rzymu rzesze spacerowiczów, oblegają też i niektóre atrakcyjniejsze cenowo i oryginalniejsze stragany. Spotykam moją koleżankę Blondynkę. - Pochodzimy tylko troszeczkę po targowisku, nie będziemy za dużo wydawać - obiecujemy sobie. - Nic z tego, nie możemy się oprzeć fantazyjnym letnim bucikom w cenach poniżej pięciu euro! Przecież do sierpnia trzeba było za nie płacić nawet kilkakrotnie więcej!!! Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc w końcu każda z nas, przed zamknięciem targu niesie już tobołki i węzełki z kilkoma parami bucików w środku. Młoda blondyneczka namierzała dzisiaj te sportowe, ja - te na wyższym koturnie, typu stylowe korki z lat siedemdziesiątych, bo wiedząc że chociaż są na topie, ale rzadko ich używam, bo długo nie ujdę na cienkim koturnie, to w średniej klasy sklepach, raczej nie brałam, ich pod uwagę. Ale dzisiaj przecież kosztują śmiesznie mało. Przymierzam, śliczne! Co za klasyka! A ja zazwyczaj nie lubię wyglądać klasycznie. No ale na jakieś wyjście, jakieś święto czy jutrzejszy udział w publiczności poważnego programu telewizyjnego, trzeba mieć i takie. Namyślam się dość długo bo trochę małe, ale są słodkie, takie retro z korka i różowej koronki! Ostatnia para! Szczyt kobiecej słodyczy i figlarności w jednym. Uwierają już przy mierzeniu. - A co tam!? - Kupuję! - pragnienie obucia się w tę twardą słodycz choć na chwilę, jest silniejsza. Przecież kosztują i tak grosze, a wyglądają na towar z górnej półki. Z następną parą idzie o wiele szybciej,,,,, z bielizną osobistą tym bardziej, Blondyneczka ulega kilku parom bucików bardziej miękkich i sportowych, i tak dalej, i tak dalej. Przystajemy przy kolejnym straganie bieliżniarsko-pończoszniczym i tu też zostawiamy pokazną sumę. Sprzedawca z sąsiedniego straganu, widząc tak dobre potencjalne klientki, zachwala: - dziewczyny, tylko Wam sprzedam kapelusze od słońca, te letnie, po jednym euro. Widzicie, innym sprzedaję po trzy euro. Tylko dla Was ta cena! Rozpowiadajcie wszystkim jaki tu dobry sprzedawca z Maroka! A bierzcie! Korzystajcie! Noście zdrowo! Jeszcze kilka ostatnich dni lata do wykorzystania zostało! - No tak! Fajnie! Przecież jeszcze takich nie miałyśmy! - ja przynajmniej od czasu młodości i pierwszych podróży po południowej Europie latem. Koleżanka, blondyneczka, już nie pierwszy raz mizdrzy się przed lusterkiem w fantazyjnych kapelusikach - kiedyś - w ekskluzywnych butikach, dziś na targu, w ślicznym lila, rozświetlającym jej twarz i błękitne oczy kapelusiku za jedyne 1 euro. Oczywiście, w końcu obie odchodzimy od straganu w zabawnych kapelusikach i z rękami pełnymi zawiniątek i małych tobołków. Ruszamy powoli ku pożegnaniu lata... . Ruszamy?!!! Próbujemy ruszyć. Ojej! - popatrz jaka mała skromna torebeczka, właśnie taka mi była potrzebna, taka do wszystkiego, malutka i na wszystkie okazje i okoliczności. - zachwyca się elegancka Blondyneczka. Jeszcze trochę potargowała się. Cena staje się bezkonkurencyjna. - To co, kochana? - Pożyczysz dychę? - Zaraz podejdziemy do bankomatu, to oddam.... . Zastanawia się jeszcze długo. Popędzam, kiedy jej uwaga rozprasza się na innych drobiazgach. - Masz dychę. Bierzemy i idziemy! Kiedy cena spada jeszcze o jedno euro, decyzja staje się nieodwracalna. Bierze!
I tak pełne drobiazgów posuwamy się ku końcowi lata. Zaczynamy chomikować na zimę albo i na przyszłe już lato. Oj, nie jest łatwo przejść bez zatrzymywania się do bram długiego targu, nie, bo chłopcy tuż przed zamknięciem stoisk i spakowaniem towaru proponują coraz niższe ceny i zachwalają, lecz cóż, "siła wyższa", muszą zamykać, a nasze kieszonki już puste! Niedobrze, baby! Jesień idzie. - Czas przygotowań do zimy! A my tu już zastanawiamy się gdzie tu rozgrzać się winkiem w któryś jesienny wieczór, może w jakiejś romantycznej "fraschetta" w malowniczych pobliskich Castelli Romani. :) A jak będziemy miały szczęściem to znajdziemy też na ziemi dojrzałe jadalne kasztany! Mniam, mniam! Ciao!
poniedziałek, 5 września 2016
No i dzieje się Proszę Państwa, karteczki z zawiadomieniem o zamknięciu na czas urlopu znikają, zaciągnięte żaluzje z okien wystaw też, a w ich miejsce pojawiły się barwne reklamy i gadżety. Aż trudno uwierzyć że to wszystko spało i istniało sobie w letargu za tymi żaluzjami.
Dzisiaj ruszyły do przedszkoli przedszkolaki, za tydzień ruszą uczniowie do szkół podstawowych, a jeszcze za kilka dni (ale czy na pewno, tego tu nikt do końca nie wie, ktoś może zawsze nie zdążyć z przygotowaniami do otwarcia na czas i wtedy termin zostaje na poczekaniu i demokratycznie przesunięty) - uczniowie szkół średnich.
My tu mówimy o powrotach do szkoły i pracy, a tu szczyt sezonu turystycznego w ostatnich latach w Rzymie przypada właśnie na wrzesień i pażdziernik. Stąd też i oferta atrakcji turystycznych rośnie.
W Rzymie na razie coś dla duszy - zwiedzanie z przewodnikiem, konferencje i kongresy, sklepy, a w regionie eksplozja czegoś w rodzaju karnawału łączącego sacro i profano: procesje religijne ze wspaniałymi posągami świętych patronów miejscowości i parafii, muzyką miejscowych orkiestr dętych a tuż po nich barwne i rubaszne pochody wozów alegorycznych, muzyka, tany, degustacje, zażeranie, popijanie, spacery wśród straganów kolorowych jarmarków, gadżetów odpustowych, karuzel i innych lunaparkowych wynalazków, loterii itd, itd.
A jeżeli chcemy odpocząć od jarmarcznego zgiełku, możemy na chwilę oderwać się od tłumu, wyjść spod girland świateł, przycupnąć na jakimś murku lub moście i stamtąd popatrzeć w dół (bo przecież starożytne i średniowieczne grody pobudowane są zawsze na wysokich wzniesieniach), podziwiać zawsze cudowny, obfitujący w cuda natury i architektury krajobraz i w tym rodzaju ekstazy, ożywiając się krystaliczną i zimną wodą z akweduktów i studzienek Rzymskich, poczekać na efektowny zachód słońca, a póżniej na eksplozję nieodzownych dla każdego karnawału i jarmarku sztucznych ogni! HEEEJ!
Musimy w tym wszystkim pamiętać o ubogim bliznim, a więc o elemencie charytatywnym. W tym roku cel jest oczywisty: ofiary trzęsienia ziemii, które jeszcze trwa, jeszcze się nie kończy i to właśnie tu w Naszym Regionie. W tym karnawałowym sezonie, ocaleli mieszkańcy Amatrice ani Norcii, niestety, nie szaleją w kolorowym korowodzie i nie zakosztują orgii obżarstwa i picia, nie popiszą się też prawdopodobnie w występach w kapeli lub orkiestry dętej, ale takie jest życie. Wszystko może się tu zdarzyć i południowe ludy wydają się nie być tu zaskoczone nawet i trzęsieniem ziemi, życie toczy się dalej, z nami czy bez nas, nadchodzi nowa jesień w Lacjo, kolejny czas powrotu...
niedziela, 21 sierpnia 2016
Kończy się pierwszy tydzień Wielkich Wakacji i Urlopów, tydzień obejmujący Święto Wniebowzięcia, Tydzień "zamkniętych" Włoch. Przed nami jeszcze jeden taki tydzień, w którym nie mogą nas tu dziwić opuszczone żaluzje i kraty sklepów, barów i punktów usługowych, nawet zamknięte bramy niektórych zabytkowych kościołów i sanktuariów, a na nich kartki z wydrukowanym lub wypisanym ręcznie napisem "chiuso per ferie dal... al... ...agosto", to znaczy "zamknięte z powodu urlopu od tego do tego sierpnia" Dla precyzji dodane jest czasami "otwieramy tego i tego dnia", to miłe, że ktoś nas nie chce fatygować nadaremnym omyłkowym, wcześniejszym przyjściem. ;), na przykład spragnionemu do baru czy kafejki, albo spragnionemu wymiany nowości i pogadanek przy codziennej rutynowej kawie lub cappucino, okraszonej bogato rzymskim żargonem: "no co tam, ty sk...ysynu, długo się nie widzieliśmy, gdzie wybyłeś?" - to tylko jeden z klasycznych przykładów, bo... właśnie, właśnie, wybyć czyli wyjechać na 15 sierpnia, tzw "Ferragosto", trzeba koniecznie, jak nie na Sardynię (klasyczne miejsce wypoczynku Rzymian o ekologicznych lub luksusowych upodobaniach, to zależy), jak nie do Miami lub w innym modnym kierunku, to chociaż do ciotki na wieś żeby dobrze pojeść i popić przy wspólnym stole lub na pikniku np. nad morzem, lub pod gruszą. Stąd też od 1 sierpnia podnosi się liczba osób pędzących lub gramolących się mozolnie z cięższymi, różnokolorowymi walizkami przy wsiadaniu do pociągów odjeżdżających w kierunku dworców i lotnisk, zostawiając za sobą miasto zakratowanych witryn, opuszczonych i domkniętych na kłódki żaluzji, włączonych alarmów on stand by, na wypadek włamania, i na reszcie ciszę, której trudno w Rzymie na co dzień uświadczyć, olbrzymie supermarkety, na reszcie bez potrącających się i przeciskających się klientów, bez kolejek do kasy.
Kiedy taki widok zastałam 35 lat temu w bardziej światowoeuropejskim Mediolanie, po kilku tygodniach niemożliwości zakupu zwykłego biletu na lokalny, zamiejscowy autobus, zapytałam poważnie i naiwnie tubylców "czy w tym mieście wszystkie sklepy i kioski przeznaczone są do likwidacji?" - "Dlaczego?"
Ale to było dawniej. Teraz już przyzwyczaiłam się do tego widoku, a i świat się zmienia: Włoch też nie opłaca się już wszystkim zamykać na cały miesiąc. Ktoś już zrozumiał że ktoś na przykład mógł "wyjechać na ferragosto" do Rzymu i w Rzymie też mogła zostać jakaś ciotka oczekująca na swoich turystów. Jeszcze nie wszyscy oczywiście zrozumieli, że ktoś musi przecież jutro pójść do pracy, żeby ktoś inny mógł wyjechać, i kiedy chirurg musi pilnie operować 15 sierpnia, hostessa lub steward obsłużyć graczy hazardowych w kasynie gier (większość społeczeństwa pogrywa tu w karty i gry hazardowe regularnie, a szczególnie w dni wolne od pracy), niektórzy ze zdziwieniem mówią: "Jak to? Przecież sierpień to święto. Ferragosto jest dla WSZYSTKICH" Nie wspominam już o oczywistych sektorach, jak transport, wojsko, policja, wodociągi, gdzie oczywiście zawsze ktoś pracować musi, przynajmniej w mocno zmniejszonym składzie. No cóż, nawet zakonnik, kustosz cudownej figury Matki Boskiej w lokalnym sanktuarium, uświadomił mnie kiedyś, że do Najświętszej Panienki mogę przychodzić zawsze, z wyjątkiem sierpnia! - "bo przecież ja też proszę pani, wyjechać i odpocząć muszę". ;)
Ale już niedługo zamknięta Italia będzie pękać w szwach od powrotów, będzie gwarna, zabiegana, zakrzyczana,oj...., zacznie się, zacznie. A co? O tym "wyleję" w następnym post. CIAO!!!
Kiedy taki widok zastałam 35 lat temu w bardziej światowoeuropejskim Mediolanie, po kilku tygodniach niemożliwości zakupu zwykłego biletu na lokalny, zamiejscowy autobus, zapytałam poważnie i naiwnie tubylców "czy w tym mieście wszystkie sklepy i kioski przeznaczone są do likwidacji?" - "Dlaczego?"
Ale to było dawniej. Teraz już przyzwyczaiłam się do tego widoku, a i świat się zmienia: Włoch też nie opłaca się już wszystkim zamykać na cały miesiąc. Ktoś już zrozumiał że ktoś na przykład mógł "wyjechać na ferragosto" do Rzymu i w Rzymie też mogła zostać jakaś ciotka oczekująca na swoich turystów. Jeszcze nie wszyscy oczywiście zrozumieli, że ktoś musi przecież jutro pójść do pracy, żeby ktoś inny mógł wyjechać, i kiedy chirurg musi pilnie operować 15 sierpnia, hostessa lub steward obsłużyć graczy hazardowych w kasynie gier (większość społeczeństwa pogrywa tu w karty i gry hazardowe regularnie, a szczególnie w dni wolne od pracy), niektórzy ze zdziwieniem mówią: "Jak to? Przecież sierpień to święto. Ferragosto jest dla WSZYSTKICH" Nie wspominam już o oczywistych sektorach, jak transport, wojsko, policja, wodociągi, gdzie oczywiście zawsze ktoś pracować musi, przynajmniej w mocno zmniejszonym składzie. No cóż, nawet zakonnik, kustosz cudownej figury Matki Boskiej w lokalnym sanktuarium, uświadomił mnie kiedyś, że do Najświętszej Panienki mogę przychodzić zawsze, z wyjątkiem sierpnia! - "bo przecież ja też proszę pani, wyjechać i odpocząć muszę". ;)
Ale już niedługo zamknięta Italia będzie pękać w szwach od powrotów, będzie gwarna, zabiegana, zakrzyczana,oj...., zacznie się, zacznie. A co? O tym "wyleję" w następnym post. CIAO!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)