niedziela, 21 sierpnia 2016

Kończy się pierwszy tydzień Wielkich Wakacji i Urlopów, tydzień obejmujący Święto Wniebowzięcia, Tydzień "zamkniętych" Włoch. Przed nami jeszcze jeden taki tydzień, w którym nie mogą nas tu dziwić opuszczone żaluzje i kraty sklepów, barów i punktów usługowych, nawet zamknięte bramy niektórych zabytkowych kościołów i sanktuariów, a na nich kartki z wydrukowanym lub wypisanym ręcznie napisem "chiuso per ferie dal... al... ...agosto", to znaczy "zamknięte z powodu urlopu od tego do tego sierpnia" Dla precyzji dodane jest czasami "otwieramy tego i tego dnia", to miłe, że ktoś nas nie chce fatygować nadaremnym omyłkowym, wcześniejszym przyjściem. ;), na przykład spragnionemu do baru czy kafejki, albo spragnionemu wymiany nowości i pogadanek przy codziennej rutynowej kawie lub cappucino, okraszonej bogato rzymskim żargonem: "no co tam, ty sk...ysynu, długo się nie widzieliśmy, gdzie wybyłeś?" - to tylko jeden z klasycznych przykładów, bo... właśnie, właśnie, wybyć czyli wyjechać na 15 sierpnia, tzw "Ferragosto", trzeba koniecznie, jak nie na Sardynię (klasyczne miejsce wypoczynku Rzymian o ekologicznych lub luksusowych upodobaniach, to zależy), jak nie do Miami lub w innym modnym kierunku, to chociaż do ciotki na wieś żeby dobrze pojeść i popić przy wspólnym stole lub na pikniku np. nad morzem, lub pod gruszą. Stąd też od 1 sierpnia podnosi się liczba osób pędzących lub gramolących się mozolnie z cięższymi, różnokolorowymi walizkami przy wsiadaniu do pociągów odjeżdżających w kierunku dworców i lotnisk, zostawiając za sobą miasto zakratowanych witryn, opuszczonych i domkniętych na kłódki żaluzji, włączonych alarmów on stand by, na wypadek włamania, i na reszcie ciszę, której trudno w Rzymie na co dzień uświadczyć, olbrzymie supermarkety, na reszcie bez potrącających się i przeciskających się klientów, bez kolejek do kasy.

Kiedy taki widok zastałam 35 lat temu w bardziej światowoeuropejskim Mediolanie, po kilku tygodniach niemożliwości zakupu zwykłego biletu na lokalny, zamiejscowy autobus, zapytałam poważnie i naiwnie tubylców "czy w tym mieście wszystkie sklepy i kioski przeznaczone są do likwidacji?" - "Dlaczego?"
Ale to było dawniej. Teraz już przyzwyczaiłam się do tego widoku, a i świat się zmienia: Włoch też nie opłaca się już wszystkim zamykać na cały miesiąc. Ktoś już zrozumiał że ktoś na przykład mógł "wyjechać na ferragosto" do Rzymu i w Rzymie też mogła zostać jakaś ciotka oczekująca na swoich turystów. Jeszcze nie wszyscy oczywiście zrozumieli, że ktoś musi przecież jutro pójść do pracy, żeby ktoś inny mógł wyjechać, i kiedy chirurg musi pilnie operować 15 sierpnia, hostessa lub steward obsłużyć graczy hazardowych w kasynie gier (większość społeczeństwa pogrywa tu w karty i gry hazardowe regularnie, a szczególnie w dni wolne od pracy), niektórzy ze zdziwieniem mówią: "Jak to? Przecież sierpień to święto. Ferragosto jest dla WSZYSTKICH" Nie wspominam już o oczywistych sektorach, jak transport, wojsko, policja, wodociągi, gdzie oczywiście zawsze ktoś pracować musi, przynajmniej w mocno zmniejszonym składzie. No cóż, nawet zakonnik, kustosz cudownej figury Matki Boskiej w lokalnym sanktuarium, uświadomił mnie kiedyś, że do Najświętszej Panienki mogę przychodzić zawsze, z wyjątkiem sierpnia! - "bo przecież  ja też proszę pani, wyjechać i odpocząć muszę". ;)

Ale już niedługo zamknięta Italia będzie pękać w szwach od powrotów, będzie gwarna, zabiegana, zakrzyczana,oj...., zacznie się, zacznie. A co? O tym "wyleję" w następnym post. CIAO!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz